Koncert Kat & Roman Kostrzewski w częstochowskim klubie Teatr From Poland był kolejnym występem zespołu w naszym mieście. Mam jednak obawy co do następnych odwiedzin Kata i Romana. Klub TFP niebawem dotkną poważne zmiany organizacyjne.

Odchodząca szefowa przekazuje placówkę w ręce osoby, która zamierza zmienić profil działalności. W związku z tym moje nadzieje np. na koncert zespołu Symbolical w TFP po nowym roku okazały się płonne. Kilka dni temu rozmawiałem z Cymerem, który pytał gdzie obecnie w Częstochowie najlepiej grać koncerty. Powiedziałem wtedy, że niezmiennie w TFP….. Szkoda, że ten i wiele innych koncertów będą odbywać się w innych miejscach, bo żaden klub w mieście poza TFP nie spełnia moim zdaniem minimalnych warunków do organizowania metalowych show. Taka specyfika naszego pięknego miasta. Chciałbym kiedyś móc zmienić zdanie. Zdaję sobie sprawę z tego, że prowadzenie klubów dla fanów ciężkiego rocka wiąże się z ogromnym wysiłkiem w realiach finansowych bliskich granicy opłacalności. Trudno tu winić prywatnych animatorów częstochowskiej kultury, wielkich fanów muzyki, o pewne niedomagania lokali. Każdy orze jak może. Dobrze, że są ludzie, którym jeszcze chce się organizować przyjazdy zespołów metalowych. W tym względzie nie możemy liczyć na łaskawość miejskich włodarzy. Metal nie jest miło widziany przez władze Częstochowy.

Tak czy inaczej po koncercie zespołu Kat i Roman Kostrzewski czułem się jak na stypie. Przykre. Mam nadzieję, że luka po TFP w obecnym kształcie zostanie wypełniona przez nowy twór, kontynuujący dobre tradycje.

Wracając do występu najbardziej zasłużonego zespołu Rzeczpospolitej. Do składu Kata i Romana, w którym pierwszoplanowe role wiodą Roman Kostrzewski i Ireneusz Loth, dołączył poważany i podziwiany w metalowym światku gitarowy wymiatacz – Jacek Hiro, który z gitarzystą Krzysztofem Pistelokiem i basistą Michałem Laksą wypełnili klub gitarowymi dźwiękami brzmiąc potężnie i selektywnie, wykonując swoje partie z precyzją i polotem . Roman Kostrzewski swoją postawą na scenie niezmiennie potwierdza, że NIE MA KATA BEZ ROMANA. Ireneusz Loth od lat gra i brzmi tak, że Lars Ulrich powinien regularnie przyjeżdżać do niego na lekcje. Nie przyjeżdża, więc dużo traci.

Sumując. Świetna impreza. Szkoda, że nie było możliwości zrobić zdjęcia grającemu Ireneuszowi Lothowi, ponieważ nie był zbyt dobrze oświetlony, a jego zestaw odgradzały ekrany wytłumiające nadmiar dźwięków. Trudno. Może kiedyś nadrobię tą zaległość.

Po koncercie nieopodal szatni miałem śmieszne zdarzenie. Zaczepili mnie dwaj młodociani żartownisie przedstawiając się jako dziennikarze radia FIAT. Nie zastanawiając się wypaliłem, że ja z kolei jestem fotoreporterem „L’Osservatore Romano”. Z rozbawieniem spoglądałem na ich miny świadczące o tym jak bardzo ich zatkało. Grunt to skuteczna, błyskawiczna riposta. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *