Koncert był świetny. Zespoły supportujące – francuski Loudblast i amerykański Abysmal Dawn – spisały się wyśmienicie, rozgrzewając publiczność przed daniem głównym – zespołem Death To All, występującym w historycznym składzie, który nagrał z nie żyjącym już Chuckiem Schuldinerem najlepszy album Death pt. „Symbolic”. Na scenie pojawili się perkusista Gene Hoglan(znany głównie z amerykańskich grup Dark Angel i Testament), basista Steve DiGiorgio(Sadus, Testament a ostatnio również Soen) i gitarzysta Bobby Koeble. W rolę Chucka Schuldinera, tak jak w 2013 roku wcielił się Max Phelps(Cynic) odpowiedzialny za gitarę i wokale.

To już kolejna historyczna trasa przypominająca dorobek twórczy zmarłego Schuldinera. Tym razem setlistę wypełniały głównie kompozycje ze wspomnianej wcześniej „Symbolic” uzupełnione klasykami z innych albumów. Amerykańscy wirtuozi wprawili fanów w wyśmienity nastrój odgrywając z wielką mocą większość najbardziej znaczących utworów z dyskografii zespołu Death. Długo tej imprezy nie zapomnę.

Teraz o zdjęciach. Jak przystało na 13tego w piątek koncert Loudblast, Abysmal Dawn i Death To All okazał się dla mnie imprezą pechową fotograficznie. Oświetlenie tej imprezy pozostawiało wiele do życzenia. Można powiedzieć, że muzycy spowici byli bardzo oszczędną ilością światła prawie przez cały czas swoich występów, co poskutkowało mi zdjęciami o słabej moim zdaniem jakości. Przy programowym rozjaśnianiu tych fot, po mocniejszych ingerencjach pojawiał się upierdliwy banding. Pod kątem zdjęciowym poprzedni krakowski koncert na trasie Death To All był o wiele bardziej owocny.

Dodatkowym utrudnieniem było to, że na show zjechało się wielu przedstawicieli muzycznej prasy. Aby dać wszystkim fotografom szansę na zrobienie zdjęć gwiazdom wieczoru, organizatorzy wpuszczali ich do fosy w dwóch grupach, na czas ok 5-7 minut.  To bardzo mało. Fosa była wąska i co chwilę wpadali do niej fani podróżujący w stronę sceny na rękach tłumu. Ze dwa razy zarobiłem kulasem po głowie, kiedy ochrona przez barierki ściągała do fosy jakiegoś rozwierzganego napaleńca, żeby go bezpiecznie wyprowadzić. Warunki były bardzo trudne i zdjęcia są jakie są….. ale liczy się przygoda i pozytywne nastawienie do niej. Nikt nie powiedział, że zawsze ma być łatwo. 🙂

Pomijając sprawę oświetlenia organizatorom koncertu należą się wielkie plusy. Za sprowadzenie takiego świetnego zestawu zespołów na koncert do Polski, za to, że dali wszystkim foterom szansę na zrobienie zdjęć, oraz za profesjonalną, kulturalną ochronę i obsługę imprezy. Pod tymi względami ekipa Knock Out spisała się na złoty medal. Już nie pierwszy raz zresztą. Światło było jakie było, ale pewnie kiedyś trafię w totka i kupię sobie Nikona D4S, a wtedy już nic nie będzie mi straszne. 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *