Do Krakowa przybyliśmy z częstochowską ekipą spóźnieni, bo przy wjeździe do miasta przywitały nas duże korki. Później trzeba było jeszcze znaleźć jakieś miejsca na osiedlowym parkingu nieopodal klubu. Kiedy po odebraniu akredytacji wchodziliśmy na salę, na scenie grał już niemiecki zespół Obscura supportujący gwiazdy wieczoru. Trzeba przyznać, że zaserwowali porządną dawkę dobrego metalu. Słuchało się z przyjemnością. Ponieważ byłem spóźniony, to nie załapałem się do fosy. Popstrykałem trochę z balkonu, żeby upamiętnić występ Niemców. W przerwie technicznej atmosfera gęstniała z minuty na minutę. Publiczność podekscytowana wyczekiwała Amerykanów z Death To All.

Skład ten jest projektem mającym za zadanie dać szansę fanom nieodżałowanego Chucka Schuldinera usłyszeć i jeszcze raz odczuć moc jego muzyki w wydaniu koncertowym. Muzycy niegdyś współpracujący z Chuckiem w kolejnych wcieleniach zespołu Death, dobierają się w różne składy i występują na całym świecie przypominając fanom metalu dorobek tego świetnego kompozytora i gitarzysty.

Albumem przewodnim tej trasy była płyta „Human” nagrana przez Chucka Schuldinera wspólnie z basistą Steve DiGiorgio, znanym również z Sadus i wielu innych metalowych składów, oraz z muzykami Cynic, którzy uzupełnili skład. Byli to gitarzysta Paul Masvidal i perkusista Sean Reinert. Wszyscy trzej panowie wystąpili na krakowskim koncercie, a Chucka Schuldinera zastąpił trzeci muzyk Cynic – Max Phelps, odpowiedzialny za gitarę i wokale.

Występ ten był jednym z najlepszych metalowych show na jakich byłem. Jako fan twórczości Schuldinera nie miałem okazji być na koncertach Death w czasach kiedy jeszcze żył. Zawsze stawało coś na przeszkodzie. W Krakowie jego przyjaciele jak najlepiej umieli, odtworzyli na koncercie klimat lat 80 i 90, a Chuck żyje i będzie żył dokąd wybrzmiewać będzie jego muzyka. To było dla mnie magiczne przeżycie i jakaś tam częściowa rekompensata za niemożność wybrania się na koncerty Death w latach 90tych.

Przebywanie w fosie pod sceną, mając właściwie w zasięgu ręki i obiektywu tylu podziwianych przeze mnie i uwielbianych muzyków – bezcenne. Czasu na zrobienie zdjęć nie było zbyt wiele, jednak jestem z efektów względnie zadowolony.

Sympatyczne jest również to, że jakiś czas później Sean Reinert napisał e-mail z prośbą o zgodę na użycie zdjęć z tego koncertu na swojej nowo powstającej stronie internetowej, a niektóre z nich wrzucił na długo na swój FaceBook jako zdjęcie profilowe i zdjęcie w tle. W ten sposób nie znany nikomu bliżej Michał z Częstochowy mógł po raz pierwszy poczuć się wyróżniony za te swoje zdjęcia. Bardzo miłe uczucie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *